fbpx

Wywiad #1 „Było trudno, ale jestem na swoim miejscu”

utworzone przez | lip 12, 2018 | Wywiady | 0 komentarzy

Wywiad #1

Tym wywiadem rozpoczynamy serię rozmów z osobami, które miały do przejścia trudną drogę, by znaleźć się na swoim miejscu. Pomyślałam, że warto o tym mówić (i pisać), by pokazać, że można. Że można się podnieść. Można osiągnąć to, o czym się marzy. Te wywiady są po to, by każdy mógł poczuć się doceniony. Ważny. Spełniony. Oczywiście kolosalną różnicę w dochodzeniu na swoje miejsce stanowi start. Niektórzy mają masę pomocy przez cały czas, inni zaczynają od zera, a jeszcze inni o wiele niżej.

Wywiady, które przeczytasz na mojej stronie, będą bardzo różne. Anonimowe, z osobami „sławnymi” i zwykłymi ludźmi, których mijasz codziennie idąc do pracy. Może Ty będziesz następny?

Ten wywiad jest dla mnie o tyle szczególny, że osoba, z którą go przeprowadzałam, jest mi bardzo bliska. Nasza relacja trwa od wielu lat. Bywały różne momenty, ale zawsze potrafiłyśmy się zrozumieć. I wesprzeć. Nie mając długo kontaktu, nie pozostawałyśmy obojętne na wzajemne krzywdy.

Bohaterka wywiadu pozostaje anonimowa za względu na wstyd, który ciągle odczuwa po tym, co się wydarzyło w jej życiu.

Ja jestem z niej ogromnie dumna.

Wywiad #1

Nasza rozmowa odbywa się po to, by pokazać, że nawet po bardzo trudnej drodze, można znaleźć się na SWOIM MIEJSCU. Opowiedz, proszę, coś o swoich początkach. O dzieciństwie, wkraczaniu w dojrzewanie i wchodzeniu w dorosłość. Co było w nich najtrudniejsze? A co dodawało Ci jeszcze większej siły?

Gdy miałam 3 latka wraz z rodzicami i siostrą wyjechaliśmy za granicę. Tam mieszkaliśmy 6 lat. Chodziłam do szkoły 6 dni w tygodniu, od poniedziałku do piątku do tamtejszej, w soboty do polskiej. Do szkoły nie lubiłam chodzić, stresowałam się. Najbardziej tym, że nie mogłam z nikim porozmawiać, nie znałam języka. Oczywiście z biegiem czasu nauczyłam się i niby było lepiej, ale… no właśnie niby.
Mama pracowała, tata też. U niego zaczęło się nadużywanie alkoholu coraz bardziej i coraz częściej. Pamiętam, że raz nie było go 3 dni. Nikt nie wiedział gdzie jest. Okazało się, że siedział na dołku. Potem już było coraz gorzej. Pamiętam zakrwawioną poduszkę i mamę zmieniająca szybko poszewkę. Pamiętam wigilię, jak pół dnia chodziliśmy z nim bez celu po mieście. Mama była wtedy w domu. Dlaczego ? Do tej pory tego nie wiem… i się już nie dowiem.

Nie zliczę ile razy się przeprowadzaliśmy z jednego domu do drugiego. Kiedyś liczyłam, ale już przestałam. Potem wróciliśmy do Polski. Było coraz gorzej. Mama pracowała, starała się jak mogła. Ojciec już w ten czas przestał pracować, nic nie robił tylko pił, bił, znęcał się psychicznie i fizycznie.
Lubiłam jeździć do babci na weekend. Tam był spokój. Z dala od kłótni, wrzasków. Lubiłam, ale z drugiej strony zawsze myślałam o mamie , która zostawała sama. Co tym razem się wydarzy? Czy pójdzie spać czy znów będzie szaleć? Później okres dojrzewania, gdy dostawałam telefon: „wróć proszę, znów przyszedł pijany”. Wiedziałam, że muszę iść. Czasami było tak, że zanim gdziekolwiek doszłam, już w czasie drogi musiałam zawracać. Chciałam bronić mamę choć przez to często i mi się dostawało. Żadne koleżanki nie przychodziły do mnie do domu, bo wstydziłam się ciągle pijanego ojca.
Kradł , sprzedawał i wynosił z domu wszystko to, co można było sprzedać, by miał na alkohol. Ja skończyłam szkołę, zdałam maturę i dostałam się na staż. Powiedziałam mamie, że ja się wyprowadzam i ona musi iść ze mną. Że tym razem nie odpuszczę, że już mam dość takiego życia. Moja siostra już była ponownie za granicą. Udało się. Wyprowadziłyśmy się.

Ledwo wiązałyśmy koniec z końcem, ale ważne wtedy było tylko to, że już nie mieszkamy z nim. Często go widziałam jak spaceruje pod naszym oknem w tą i z powrotem. Byłam zła! Myślałam, że już nam nigdy nie da spokoju! Po jakimś czasie ja wyjechałam, założyłam rodzinę. Mama również. A, jego już nie ma. Żyjemy spokojnie.

Jeśli chodzi o to co mnie napędzało, to nie pamiętam takiej rzeczy.

Robił też dużo gorsze rzeczy: sikał do zlewozmywaka, po czym kazał nam myć tam naczynia. Nie pamiętam, żeby powiedział do mnie po imieniu. Mówił: „co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie”. Rzygał i sikał pod siebie i dużo innych rzeczy, że aż wstydzę się mówić. To było straszne. Jak można być takim człowiekiem? Czy on miał uczucia?

To okropne doświadczenia. Zarówno dla małej dziewczynki, jak i dorosłej kobiety. Czy miał uczucia? Sama uważam, że każdy je ma. Na każdego człowieka wpływa masa czynników prowadząca do ich osobowości. Charakter jednak ma się swój. Od zawsze. Oczywiście trochę też nakierowany tym, co się wokół nas dzieje, gdy jesteśmy dziećmi. Nic jednak nie usprawiedliwia krzywdzenia. Bo każdy człowiek ma uczucia i emocje. I każdemu należy się szacunek.

Powiedz, co czułaś na samym początku? Kiedy zaczął pić, kiedy zaczęły się kłopoty? Czułaś żal do mamy? Że nie reaguje albo, że reaguje źle?

Co z siostrą? To młodsza siostra, tak? Czułaś „ciężar” opieki nad nią? Czułaś złość, że jest? Jak wyglądała jej relacja z ojcem i mamą? Co czułaś, jak wyjechała?

Ja odkąd pamiętam, nigdy nie miałam z nim dobrego kontaktu. Nie potrafię przypomnieć sobie ani jednej rzeczy, która kojarzy mi się z nim dobrze. Ja po prostu się wychowałam tak jakbym go nie miała. Pomimo, że fizycznie istniał.
Nie czułam żalu do mamy. Wiedziałam, że ciężko pracuje na cały dom, że stara się jak może. Wielokrotnie dzięki niej ojciec był na odwykach. Kupowała mu nawet specjalne tabletki, które dodawaliśmy do posiłków. Jednak wszytko na nic. Robiła wszystko, żeby mu pomóc. Jednak za każdym razem kończyło się to porażką. Jestem jej bardzo wdzięczna za wszystko, co dla mnie zrobiła.
Siostra jest rok młodsza. Wychowałyśmy się razem. Kocham ją, chociaż różnimy się pod każdym względem. Tylko głosy mamy takie same :). Ona miała dużo lepszy kontakt z ojcem. On ją tak nie bił, ani nie wyzywał. To ja zawsze byłam ta gorsza. Ja i mama. Gdy wyjechała, byłam zła, że nas same zostawiła. Miałam do niej żal. Uważałam, że jej zachowanie było samolubne. Długo układałam to sobie w głowie…

A teraz? Jaki masz do niej stosunek? Wszystko jej wybaczyłaś? Jak ona tłumaczyła to, że Was zostawiła?
Jak wyglądało Twoje budowanie związków? Jaki był Twój ideał partnera? Przekładało się to na rzeczywistość?

Mamy dobry kontakt, chociaż mieszkamy w innych państwach. Najczęściej widujemy się w Polsce. Wybaczyłam. Myślę, że była odważna podejmując tą decyzje. Zakochała się i wyjechała z chłopakiem, obecnie mężem.
W moich związkach bywało różnie. Raz lepiej, raz gorzej. Właśnie uświadomiłam sobie to, że gdy było gorzej, też od razu nie odchodziłam. Chociaż wiedziałam dobrze, że coś już nie ma sensu… Długo schodziło mi podejmowanie tej decyzji. W związku z tym były kłótnie, kłamstwa, oszukiwanie. Nie miałam jako takiego określonego ideału. Zawsze natomiast chciałam, żeby mój partner był zarówno moim przyjacielem. Żebym mogła mu o wszystkim powiedzieć, żeby mnie rozumiał, wspierał. Mam to szczęście, że w końcu znalazłam. Tą osobą jest mój mąż.

A pamiętasz przełomowy moment? Który zmienił Twoje życie? Taki ułamek sekundy, w którym poczułaś, że koniec? Że robisz mocny skok z dna?

Myślę, że tym przełomowym momentem, od którego karty się odwróciły na lepsze jest poznanie mojego męża. Szacunek, zaufanie, optymizm, dobroć jaką zaczął mi okazywać, sprawiło, że uwierzyłam w siebie. Nabrałam pewności siebie, której kiedyś mi brakowało. Zmieniłam się dzięki niemu, nie wstydzę się wyrażać swojego zdania. Zauważyłam to nie tylko ja, ale wiele osób, które znało mnie także wcześniej, mówiąc mi o tym wprost. Zapewne też przełomowym momentem był wyjazd za granicę i nieznane. Początki były bardzo ciężkie, ponieważ nie mieliśmy ani pracy, ani mieszkania, ani rodziny ani nikogo kto mógłby nam w razie czego pomoc. Pojechaliśmy zupełnie w ciemno, zdani tylko na siebie. Daliśmy radę. Jest dobrze. Życie uczy pokory.

Życie Cię nie oszczędzało. Jako dziecko, dojrzewająca dziewczyna i dorosła kobieta przeżyłaś wydarzenia, które nigdy nie powinny mieć miejsca, widziałaś rzeczy, które nigdy nie powinny się dziać. Czy miałaś momenty załamania? Uciekania w różnego rodzaju odskocznie? Nie do końca dobre i rozsądne?

Oczywiście, że tak. Wielokrotnie zadawałam sobie pytanie – dlaczego akurat ja? Dlaczego inni żyją normalnie, a my nie? Pojawiały się nawet myśli o zakończeniu życia… Towarzystwo i rodzaj spędzanego czasu nie zawsze był jaki powinien być u nastolatki. Bywałam w miejscach i sytuacjach w których nigdy się nie powinnam znaleźć. Raz przywiozła mnie policja do domu. Mama krzyczała: „ Co ona zrobiła?!” Policjant na to: „Nic. Znalazła się w nie odpowiednim czasie i miejscu, po prostu…” Mama również przeczytała mój pamiętnik. Byłam wtedy zła i wściekła. „Poznała prawdę” – myślałam. Ale teraz wiem, że dzięki temu zaczęłam powoli się zmieniać. Wstydziłam się tego co tam pisałam, zrozumiałam, że nie tak powinno wyglądać moje życie.

Jaką radę miałabyś dla ludzi, którym jest ciężko? Którzy myślą, że ich miejsce jest na dnie?
Myślisz, że dałabyś radę bez męża? Masz poczucie własnej siły? Tego, że to TY zrobiłaś wielki krok i odbiłaś się od tego, na co próbowało skazać Cię życie. 

Przyznam, że jest to trudne pytanie. Gdybym znała wcześniej na nie odpowiedź, pewne sprawy potoczyły, by się w moim życiu inaczej. Być może banalnie to zabrzmi, ale nie poddawać się, walczyć. Ja wiem doskonale, że w tych złych momentach życia jest to bardzo ciężkie. Jestem przekonana, że pewnego dnia dla każdego zaświeci słońce. Walczmy o lepsze jutro, bo warto! Mój mąż mi bardzo w tym pomógł. Myślę, że druga osoba może mieć ogromny wpływ na nasze życie. Ale teraz już wiem, że ja jestem również silna, że gdyby nie upartość, pracowitość wiem, że nie doszłabym do tego miejsca, w którym teraz jestem.
Na przykład, gdy zostałam pracownikiem roku – wiem, że sobie to zawdzięczam. Coś o czym kiedyś mogłam tylko pomarzyć, teraz jest realne do spełnienia. Wiem, że każdy człowiek jest kowalem swojego losu. I wiem, że KAŻDY może odbić się od dna.

To prawda. Też uważam, że każdy może wziąć sprawy w swoje ręce. Oczywiście, ciężko jest w to uwierzyć, gdy wszystko jest przeciw Tobie, kiedy dotykasz dna i jesteś przekonany, że nic dobrego Cię w życiu nie czeka.

Czasem przychodzi moment, że budzisz się i myślisz: „OK, koniec. Muszę wziąć się w garść!”, czasem pomaga Ci ktoś bliski lub całkiem obcy. Dobrze jest wiedzieć, że nie jest się samemu. Że nie jest się przekreślonym przez cały świat.

Co jest Twoim spełnieniem? Co dla Ciebie oznacza, że jesteś na SWOIM MIEJSCU?

W pełni się z tym zgadzam, druga osoba może nam bardzo pomóc. Sprawić, że ten nasz szary świat nabierze barw. Spełniam się każdego dnia w roli żony. Poczucie, że jesteś dla kogoś tak ważna to cudowna sprawa. Jestem spełniona jako córka, siostra i przyjaciółka. Staram się zawsze być obecna, gdy ktoś z najbliższych potrzebuje pomocy, ale także oczywiście w codziennym życiu. Spełniona jestem wspierając Dom Dziecka, gdyż jestem niezwykle uczulona poprzez własne dzieciństwo na los pokrzywdzonych dzieci. Spełniona jestem również zawodowo, mam pracę, którą lubię i gdzie jestem doceniania.
Jeśli chodzi o moją pasje jaką są podróże, w pełni spełniona będę gdy odwiedzę wszystkie państwa, na razie jest ich około 30-stu :).
Mam jeszcze kilka swoich marzeń, które uparcie prowadzę do realizacji, także trzymajcie za mnie kciuki! 🙂

Jestem z Ciebie dumna, wiesz? 
Dziękuję za poświęcony czas i życzę Ci wszystkiego, co najlepsze!