Kłębek uczuć

To dla nas najtrudniejszy czas

Jestem mamą od 22 miesięcy. I z całą pewnością jest to dla mnie rola życia. “Poświęcam się” jej bezgranicznie. I nie jest to dla mnie wcale poświęceniem. To nasz czas. Wspólny. Mamy możliwość być dla siebie tak bardzo, tylko teraz. Kiedyś moje dzieci będą miały swoje życie. Mam nadzieję, że zawsze będę w nim uczestniczyć, ale nie będę nigdy spędzać z nimi tyle czasu co teraz.

Ponad to, przecież to JA mam za zadanie – najpiękniejsze z możliwych zadań, wprowadzić ich w życie. Być przy nich kiedy odnoszą sukcesy i gdy ponoszą porażki. To JA mam być z nich dumna i JA mam wspierać gdy jest im ciężko. To JA mam im pokazywać jak radzić sobie z uczuciami i emocjami. To JA jestem ich drogowskazem w życiu. To właśnie ode mnie tak wiele zależy. A teraz… teraz nie wiem co się dzieję. Jestem bezsilna. I codziennie płaczę głośno razem z moim synem.

Karmienie piersią było dla mnie bardzo ważne. Odkąd tylko zaszłam w ciążę wiedziałam, że będę karmić moje dziecko właśnie tak. Bycie mamą to był dla mnie długo wyczekiwany czas. I ogromnie zależało mi na największej bliskości z moim maluchem. Nie twierdzę, że mamy karmiące mlekiem modyfikowanym nie są blisko ze swoimi dziećmi. Po prostu ja, ja chciałam i potrzebowałam tej bliskości. Gdy tylko zobaczyłam na teście 2 kreski, a lekarz potwierdził to mówiąc, że jestem w piątym tygodniu ciąży wiedziałam, że jako matka – przepadnę.

I tak też się stało. Wraz z pojawieniem się na świecie mojego syna dostałam nieopisaną dawkę cierpliwości i spokoju. Mówię do niego, tłumaczę. Nie denerwuję się na niego, a on to odwzajemnia. Nasza relacja jest piękna. Mimo tego, że mój syn nie ma jeszcze dwóch lat, to naprawdę jesteśmy dla siebie przyjaciółmi.

Jestem w 21. tygodniu ciąży. Karmimy się w dalszym ciągu piersią. Głównie do zasypiania – w dzień i w nocy. Chociaż Kazik miał już takie 2 tygodnie, w których zasypiał po prostu do mnie przytulony. Jednak chęć na mleko wróciła. Z potrojoną siłą. Jemy do zasypiania, w ciągu dnia i w nocy. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że to stało się dużo mniej piękne.

Chyba na samą myśl o zasypianiu, a co za tym idzie karmieniu odczuwałam ogromny stres. Coś o czym tak marzyłam, do czego tak bardzo dążyłam, co miało być ważne i DOBRE dla mojego dziecka, od kilku tygodni sprawia nam dużo przykrości. Kazik był niespokojny. Zachowywał się inaczej. Nie mógł się ułożyć, był podenerwowany, płakał i śmiał się na zmianę. Ja odchodziłam od zmysłów, on był niespokojny. Kiedy widzę u niego łzy i zdenerwowanie – pęka mi serce. A kiedy nie mogę nic z tym zrobić… Zaczynam panikować.

Czułam, że zawodzę. Jako matka. Że może zrobiłam mu krzywdę, zachodząc w ciążę, ciągle go karmiąc. Że może smak mleka przestał mu odpowiadać, a nie jest gotowy na odstawienie. I wiecie, przecież ciągle powtarzam, że tak dużo zależy od nastawienia. Że dzieci odczuwają nasze emocje lepiej niż myślimy. Że im się udzielają! No i przedwczoraj zebrałam cały możliwy spokój jaki miałam i gdy Kazik wziął mnie za rękę prowadząc do łóżka, zapytałam go: “to co? zasypiamy dziś spokojnie?”. Nie wyobrażacie sobie, jaki miał uśmiech na twarzy! Zasnął spokojnie, pijąc mleko tylko chwilę. Odwrócił głowę, przytulił się do mnie, głaskał misia i zasnął.

A moja blokada i stres – na przełomie piątego i szóstego miesiąca ciąży piersi stają się ogromnie wrażliwe. I u mnie karmienie Kazia wiązało się z niesamowitym bólem. Który gdzieś spychałam na dalszy plan, szukając niewiadomych przyczyn naszego trudnego czasu. Moje nastawienie, mój spokój i łzy mojego malucha sprawiły, że znów to wszystko stało się piękne i przyjemne. Kazik je zdecydowanie rzadziej i z pewnością szykuje się do ostawienia całkowitego, ale te razy, które się karmimy znów są piękne!

Ciekawe czy będzie znów chciał jeść więcej, gdy będę karmiła dzidziusia?