fbpx

„Tata Tosi jest feministą” – czyli kim?

utworzone przez | gru 13, 2021 | Artykuły | 0 komentarzy

„Tata Tosi jest feministą” to książka, która bardzo mnie zaintrygowała. Byłam ciekawa też opinii i reakcji moich dzieci na jej treść. O ile my mocno żyjemy w przekonaniu, że wszystko jest dla chłopców i dziewczyn, że nie ma dziewczęcych bajek i chłopięcych kolorów to słowo FEMINIZM tworzyło we mnie raczej dystans. Nawet, gdy mamą nie byłam.

Feminizm, a zatarcie granicy

Mając trójkę dzieci jestem bardzo wrażliwa na kategoryzowanie; „jesteś taka dziewczęca”, „masz być silny, a nie płakać jak baba”. Moja córka bawi się autami i lalkami, lubi czarny i różowy, mój syn kocha grać w piłkę i często razem z siostrą malują sobie paznokcie. 

W naszym domu dbamy o potrzeby. Nie zamykamy ich w szufladach. Mamy jeden wielki wór na nie. I to taki bez segregacji. 

„Tata Tosi jest feministą” – czyli kim? Wracając do słowa feminista i treści książki opowiem Wam o moim małym doświadczeniu. Kiedy w relacji instagramowej zadałam pytanie moim obserwującym, czym dla nich jest FEMINIZM dostałam dość duży odzew. Odpowiedzi było prawie 400 (na 3 tysiące odsłon relacji)!

Zdecydowana większość (około 380) napisała: kobieta. Dokładne pytanie, które postawiłam to: „pierwsze słowo z jakim kojarzy Ci się feminizm?”. Poza odpowiedzią kobieta, pojawiły się też: równość, wolność, walka. To były dla mnie ciekawe odpowiedzi, bo ja właśnie tak sobie myślałam, że to RÓWNOŚĆ. I o tą równość trzeba walczyć. Ale czy obecna walka jest rzeczywiście rozgrywana o równość? Zaraz to rozwinę, dokończę tylko opowieść o doświadczeniu. Kiedy kolejnego dnia postawiłam pytanie: kim dla Ciebie jest FEMINISTA odpowiedzi było mniej. A w zasadzie prawie wcale, bo były… dwie! Jedna to, że to osoba walcząca i przestrzegająca PRAW KOBIET, a druga, że to kojarzy się ze skrajnością, tak jak szowinista.

Czy feminizm to dalej walka o równość?

I właśnie to jest coś, co sprawiało, że podchodziłam do wszystkiego, co z feminizmem związane z dystansem. Kojarzy mi się to z wojną, walką, udowadnianiem. Z czymś na siłę i siłą okazywanym. Nie chcę nikogo tym urazić i wsadzić do jednego worka. Wiem, że sytuacje są różne, różnie wygląda każdej osoby „mówienie” o tym, ale teraz mówię o tym, co MI rzuca się w oczy. Nie chcę tym tematem zahaczać o temat pro life, nie o tym teraz mowa (a wydaję mi się, że to też często się łączy i tworzy niepotrzebne „wojny”).

Feminizm (łac. femina „kobieta”) – szereg ruchów społecznych i politycznych oraz ideologii, które łączy wspólny cel, czyli zdefiniowanie, uzyskanie i utrzymywanie równości płci pod względem politycznym, ekonomicznym, osobistym i społecznym.

Mam takie poczucie, że jesteśmy już silne. Tak bardzo ogólnie mówiąc. Że wiele się zmieniło choć nadal jest wiele do powiedzenia. Ale mi bardzo zależy na tym, by mowić też o mężczyznach. Że oni też przeżywają, czują, są zmęczeni, pracują, zajmują się domem, kochają, są zostawiani, są samotnymi rodzicami, potrzebują pomocy. Dalej jest wiele do zrobienia. W kwestii człowieka, po prostu. Trzeba mówić, rozmawiać, słuchać. Ale nie wszystkie sposoby tej walki do mnie przemawiają.

Myślę sobie, że to często nie jest walką o równość, a o to, by kobiety były „wyżej”. Ja nie czuję potrzeby „walczenia”, bo nie myślę, że kobiety są głupsze, mniej wartościowe, zaradne itd. Nie czuję potrzeby udowadniania tego SIŁĄ. Ja nie czuję, Ty oczywiście możesz. Zauważam często takie agresywne przekonywanie, że my, kobiety jesteśmy gorzej traktowane. Uważam, że różnimy się od siebie; wszyscy, jako ludzie – to oczywiste, ale ja wolę skupić się na uświadamianiu, że każdy jest ważny. Inny. Różny i równy.

Dla mnie równość to, dbanie o to,

  • by pracownik zarabiał wynagrodzenie adekwatne do wymagań pracodawcy, bez względu na płeć,
  • by o depresji mężczyzn mówiło się tak dużo, jak o depresji kobiet (tej poporodowej też),
  • by dziewczynka nie musiała być „dziewczęca”, a chłopak mógł płakać.

Po prostu o to, by każdy wiedział, że może mieć pracę taką, w jakiej czuje się dobrze (nie sprawdzałam nowych danych, ale jeszcze niedawno było tak, że firma musi zatrudnić kobiety, a nie musi zatrudnić mężczyzn; rozumiecie o co mi chodzi?), że może czuć, odczuwać i przeżywać. Że rzeczywiście jesteśmy RÓWNI.

Myślę, że kobiety są wyjątkowe, mądre, wartościowe.

Myślę, że mężczyźni są wyjątkowi, mądrzy, wartościowi.

Książka „Tata Tosi jest feministą”

Dla nas książka „Tata Tosi jest feministą” była świetną okazją do rozmów, choć o tego typu rozmowy dbamy na co dzień. Mój syn przy jej czytaniu zapytał czy chłopcy też są tak bardzo ważni jak dziewczynki. Wiem też, że zamysł tej książki taki właśnie był, by te dziewczynki, kobiety; ich prawa były równe, a że w niektórych sferach są zaniedbane to trzeba to wnieść na wyżyny, ale ja stoję po dwóch stronach barykady. Ja widzę też wiele do zrobienia jeśli chodzi o traktowanie równo mężczyzn.

Książka jest pięknie wydana, ma cudowne obrazki i niesie ze sobą bardzo potrzebne przesłanie. Ja wierzę, że będzie równo. Że będziemy pozwalać sobie na indywidualność, na różnice, że będziemy słuchać potrzeb, ukierunkowanych człowiekiem a nie płcią.

Bohaterami książki są Tosia i jej tata. Tata, który dba o to, by Tosia mogła robić to, co chce, co sprawia jej przyjemność. W książce znajdziemy też odniesienie do kobiet, które były pionierami w różnych dziedzinach. Tata Tosi opowiada też o tym, jak było w jego dzieciństwie z podziałem na rzeczy dziewczęce i chłopięce.

Tata i jego córka dają się pokochać od pierwszej strony. Są przyjaciółmi (a my czytamy ją tak często, że mam wrażenie, że naszymi przyjaciółmi też się stali ;)) – to rzuciło się w moje i moich dzieci oczy (uszy :)) od razu. Treść książki skłania do refleksji, początkuje rozmowy – bardzo mocno Wam ją polecam!

Książkę możecie kupić tutaj.

Jestem ciekawa Waszego punktu widzenia, zapraszam do dyskusji i bardzo proszę o robienie tego z szacunkiem. Poglądy też możemy mieć różne, spróbujmy żyć tak jak chcemy i nie krzywdzić tym innych. Tego uczę moich dzieci; rób po swojemu, ale nie wyrządzaj celowo krzywdy.