Kłębek uczuć

Robię to od 21 miesięcy…

Robię to od 21 miesięcy…

Jeśli obserwujesz moją stronę i czytasz moje artykuły wiesz, że dla mnie macierzyństwo to najpiękniejsza sprawa. Wiesz, że nieustannie podkreślam to, że to my – rodzice, zdecydowaliśmy się by nasze dzieci przyszły na świat, nie było to ich kaprysem. Zapewne wiesz też, że bez przerwy podkreślam, że należy dbać o uczucia i emocje dzieci.Wszystkich, ale dzieci szczególnie. Domyślam się, że wiesz również jak często podkreślam, że dzieci nie robią na złość, nie są niegrzeczne. Że jeśli płaczą, krzyczą, denerwują się cy gryzą to dlatego, że coś się dzieje. A nie ot tak.

Teraz powiem Ci jak to jest u mnie. Tak naprawdę. Jak bardzo ma się to o czym piszę, do naszej codzienności.

Ten młody mężczyzna, którego widzisz na zdjęciu przyszedł na świat 21 miesięcy temu.

To oznacza 21 miesięcy karmienia piersią (ostatnie 5 będąc w ciąży), co wiąże się z gryzieniem, szczypaniem, nieprzespanymi nocami, częstym brakiem sił. Wiąże się też z moją mniejszą odpornością. Rzadko chorowałam, a brak zdrowia męczy mnie psychicznie. Nie lubię świadomości, że nie jestem w stanie sama czegoś zrobić.

21 miesięcy na świecie tego Pana wiąże się z częstym podejmowaniem KLUCZOWYCH dla dziecka decyzji. Decyzji, które można podjąć tylko raz. Nie rzadko trzeba podjąć je szybko. Nikogo nie obchodzi to czy Ty akurat jesteś zmęczona, czy może masz wiele kłopotów na głowie. Dziecko nie będzie czekać.

To 21 miesięcy ogromnych zmian. Kiedyś był małym bobaskiem, który tylko leżał. Nie miał zębów, nie mówił, mało patrzył. To 21 miesięcy zmagania się z płaczem i odgadywaniem jego przyczyny, 21 miesięcy nauki siadania, chwytania, gaworzenia, raczkowania czy chodzenia. To szukanie sposobów na nieprzespane noce, na bolące dziąsła przy wychodzących zębach, to rozszerzanie diety i zastanawianie się co będzie najlepsze dla takiego małego brzuszka. 21 miesięcy spędzonych na szukaniu ideału, weekendy spędzane jak każdy inny dzień tygodnia. Zajmowanie się dzieckiem, domem, gotowanie. To w koło to samo. RUTYNA. Brak dbania o związek, bo zwyczajnie nie ma na to czasu i siły.

To wszystko tylko i wyłącznie Z MOJEGO WYBORU. Bo mogłabym odciągać mleko i wychodzić z domu sama lub ze znajomymi (i nie ma tym nic złego), mogłabym korzystać z pomocy babci czy cioci (i nie ma w tym nic złego).

Mogłabym zrobić wiele by było “lżej”, “prościej”. Ale JA chciałam zrobić wszystko, by być przy nim w każdej sekundzie. By go znać. Na wylot. By czuł się przy mnie swobodnie i dobrze. Bym ja czuła się przy nim jak z przyjacielem. TO NIE JEST POŚWIĘCENIE. A ja NIE JESTEM matką idealną, nie wiem nawet czy jestem dobrą. Kiedyś oceni to mój syn. Synowie.

Zrobiłam to, bo ja TAK WIDZĘ MACIERZYŃSTWO. I o tym piszę Ci w moich artykułach i takie rady ode mnie dostajecie pisząc do mnie o swoich problemach. Bo ja jestem właśnie TAKĄ MATKĄ. Nie wiem czy dobrą czy złą. Taką jaką chciałam być.

Nie odczuwam zmęczenia, zdenerwowania. Nie irytuje mnie to i nie chcę niczego zmieniać.

Ten człowiek daje mi siłę. I ja jemu też. Naprawdę. Widzę to i czuję. Czuję kiedy jego rączki mnie tulą. Kiedy daje mi buziaki, kiedy czyta ze mną książki, kiedy robi ze mną obiad, spaceruje. Gdy płacze i krzyczy, bo jest mu źle, ale wspólnie dochodzimy do tego jak temu zaradzić. Obserwujemy się nawzajem i uczymy się od siebie. Codziennie.