fbpx

„Pijany miałem to gdzieś. Dziś trzeźwiejąc, myślę – na pewno.”

utworzone przez | lis 17, 2018 | Artykuły, Wywiady | 0 komentarzy

Uzależnienia, samotność, problemy psychiczne – to tematy, które chcę, by były obecne w moim życiu. Chcę pracować z ludźmi, którzy mają kłopoty. Między innymi takie kłopoty. Czuję się z nimi mocno związana. Czuję, że mogę im pomóc. Dziś swoją historią podzielił się z nami Michał. To ciężka praca pisać/mówić o sobie. Praca nad sobą i świadomość własnych błędów, to ogromne wyzwanie i nie lada wyczyn. Ja trzymam za niego mocno kciuki. Jeśli macie pytania – śmiało. (kontakt)

Nazywam się Michał, urodziłem się w Lublinie 15 grudnia 1988 roku. Moi rodzice pochodzą z rodzin, które były dotknięte chorobą alkoholową. Jako małżeństwo nie mają problemu z alkoholem, to raczej mnie oraz moją siostrę Magdalenę zawsze chcieli przed skutkami nadużywania alkoholu przestrzec i ochronić, różnymi sposobami. Z rodzicami mam bardzo dobry kontakt rozumiemy się oraz swoje potrzeby. Wiecznie powtarzali mi, że moje postępowanie, którego jeżeli nie zmienię, doprowadzi mnie do wielkich problemów. Nie widziałem w tych słowach nigdy żadnej przestrogi czy „czerwonej lampki”.

W dzieciństwie miałem bardzo dobry kontakt z rówieśnikami. Codzienne zabawy, gry czy inne rozrywki były ostrożne z poszanowaniem innych. W dzieciństwie marzyłem o tym, by skończyć dobre studia i udać się do szkoły policyjnej. W okresie dojrzewania nie sprawiałem rodzicom problemów, nie wpadałem w tarapaty czy na podwórku, czy to w szkole. Zawsze żyłem ze wszystkimi w zgodzie i wzajemnej pomocy. Dużym problemem dla mnie była przeprowadzka z centrum na obrzeża miasta w IV klasie szkoły podstawowej. Musiałem zostawić wszystko, kolegów, koleżanki. Bałem się poznania nowych ludzi. Nie bez powodu jak to później się okazało w nowej szkole. Podczas przedstawiania mnie klasie przez nauczycielkę, zestresowałem się i nie mogłem wypowiedzieć żadnego słowa, w efekcie czego popłynęły mi łzy. Wtedy już wiedziałem – jestem tu już „spalony”. Zaczęło się naśmiewanie, nazywanie mnie „nowym” (nawet dwa lata później). Nie umiałem sobie z tym poradzić, dokuczały mi codzienne bóle brzucha i stres przed pierwszym dzwonkiem.

Cała gehenna skończyła się po przejściu do gimnazjum. Miałem nowych kolegów, z którymi się dogadywałem przez dwa lata szkoły, gdzie w ostatniej klasie pomówiono mnie o to, że na kogoś naskarżyłem, co mijało się bardzo z prawdą. Znowu następną szkołę skończyłem, mając tylko garstkę znajomych. W okresie uczęszczania do gimnazjum moi rodzice nie mieli ze mną żadnych problemów większych. Starałem się na tyle, ile mogłem mieć wszystko dopięte na ostatni guzik. W liceum zdobyłem wiedzę i pomysły na przyszłość, jak i kolegów i koleżanki, z którymi do dziś mam kontakt. Był to jak dotąd najlepszy czas, odnosząc się do pobytu w szkole, jak i do mojego samopoczucia. Pierwsze sympatie, wycieczki, które były radosne nawet bez używania alkoholu. Nauka nie sprawiała mi problemów, jak i ja sam nie przysparzałem ich innym bliskim ludziom.

To w liceum właśnie pierwszy raz wypiłem alkohol. Było to po lekcjach. Miałem wówczas osiemnaste urodziny, których hucznie nie obchodziłem. Podczas spożywania alkoholu po lekcjach niespodziewanie szybko zostaliśmy spisani przez policję w jednej z pobliskich uliczek. Nie obyło się bez przeszukania, gdyż owczarek niemiecki będący „na służbie” bardzo nas obwąchiwał i przybierał postawę do ataku. Skończyło się na mandacie i wylaniu alkoholu do studzienki kanalizacyjnej.

Będąc na studiach, na kierunku politologia nawiązałem nowe kontakty, zdobyłem wiedzę na różne tematy społeczne, jak i polityczne. Wtedy też, zaczęły się pierwsze wyjścia do klubów, na które dość trudno było mnie namówić, gdyż nie lubiłem tego typu rozrywek, co ważniejsze – nie lubiłem pić alkoholu. Było mi po nim niedobrze. Prawie zawsze, nawet po małej ilości wymiotowałem. Na studiach także spróbowałem marihuany, lecz szybko ją sobie wybiłem z głowy, gdyż będąc na haju, strasznie źle się czułem, bałem się o swoje zdrowie. Więcej nie wracałem do palenia konopi, a co ważniejsze do eksperymentowania z narkotykami. Skupiałem się bardziej na studiach, relacjach z innymi i hobby, którym jest niewątpliwie piłka nożna.

W sporcie udzielałem się dużo, lecz zawsze amatorsko, jeżdżąc na różnego rodzaju turnieje piłkarskie do różnych miejscowości. Z sukcesami czy bez – liczyła się tylko chęć do gry i dyspozycyjność. Będąc na studiach, także wybrałem się za granicę do Londynu na kilka dni po to, by obejrzeć na żywo z trybun mecz mojego ukochanego klubu.

Po ukończeniu studiów z politologii dostałem się na stosunki międzynarodowe, na których byłem około pół roku, gdyż nie zainteresowała mnie tematyka. W następnym roku akademickim dostałem się na studia na kierunek administracja – chciałem spełnić marzenie o pójściu do szkoły policyjnej. Podczas studiów podejmowałem pracę w supermarkecie. Ciężko było pogodzić naukę z pracą, ale się udawało. Miałem wyrozumiałych pracodawców. Studia ostatecznie zdałem w 2013 roku, broniąc pracę magisterską.

W tym czasie w czerwcu 2013 roku zdecydowałem się na wyjazd za granicę do Anglii, w której byłem niespełna miesiąc, gdyż trafiłem do grupy znajomych, którzy nie umieli żyć bez alkoholu i narkotyków różnego rodzaju. Osobiście ja ich nie brałem. Zdecydowałem o powrocie, gdy zaczęły się kłótnie w mieszkaniu w wykonaniu niedoszłego alkoholowo narkotykowego małżeństwa. Ja siedząc w pokoju czy też przebywając w centrum miasta, miałem obawy, że jeżeli się tak źle zachowują w stosunku do siebie, niedługo pewnie i ja będę im zawadzać. Wróciłem. Zostawiłem to za sobą, chociaż byli to moi znajomi. Dziś nie mamy kontaktu.

Po powrocie do Polski dostałem się do pracy na kolei na stanowisko biurowe. Obecnie mija piąty rok, jak tu pracuję. W 2015 roku po długiej rekrutacji dostałem się do policji. Zrezygnowałem ze służby, na rzecz świadczenia pracy na kolei. Kiedy byłem w wieku poborowym do służby w Wojsku Polskim, zniesiono nakaz służby, zająłem się studiami.

Obecnie patrząc w głąb siebie, czuję, że jestem człowiekiem zagubionym, uczącym się stale czegoś nowego, naprawiającym, chociaż w małym stopniu te błędy, które poczyniłem, te rany, które wyrządziłem innym. Chociaż mam stałą pracę, 3 miesiące temu kupiłem mieszkanie, na kredyt, ale własne, mam żonę, z która chcę budować dom, to wiem, że wniknąłem w zakłamany świat alkoholu, w którym widziałem ucieczkę od problemów, kłótni czy rozterek. Po zakupie mieszkania zacząłem remontować pokoje i inne pomieszczenia, już wtedy wiedziałem, że mogę mieć problem z utrzymaniem abstynencji czy opamiętaniem się z ilością wypijanego alkoholu.

Po całotygodniowym cyklu praca – dom, remont, weekendami zacząłem sięgać po coraz większe ilości alkoholu, którego wcześniej było raz więcej, raz mniej w codziennej egzystencji. Zostało jeszcze dużo do zrobienia w domu. Mój dom, praca, dzień patrząc dziś – trzeźwo (w miarę, bo trzeźwieje się dwa lata) powiem, że nie pasował do mnie, nie pasował mi. Teraz widzę, jak bardzo przeszkadzało mi picie alkoholu. Czuję w myślach tę bolącą głowę co rano, tego kaca, tę spuchniętą gębę czekającą tylko na godzinę piętnastą, by wyjść z pracy i od razu pójść do Żabki po setkę wódki (bo już piwo nie wystarczało, musiał być natychmiastowy strzał).

Pijany miałem to gdzieś. Dziś trzeźwiejąc, myślę – na pewno.

Czuję dziś, jak mnie to wkurzało, lecz będąc w ciągu, nie mogłem przestać. Każda kropla alkoholu przynosiła ukojenie na duszy i na ciele. Kiedyś doprowadziłem do kłótni z żoną, która po wszystkim wyprowadziła się do koleżanki na tydzień. Popchnąłem ją, nabiłem przez to siniaków, roztrzaskałem telefon. Mówiłem, że to jej wina, że ja piję, bo stawia mi tylko wymagania. Moje wszystkie kłótnie z żoną czy bliskimi były po alkoholu. Nikt nigdy o trzeźwym Michale nie powiedział złego słowa. O pijanym – nie wiem. Pijany miałem to gdzieś. Dziś trzeźwiejąc, myślę – na pewno.

Obecnie po wyjściu z terapii, poznałem trochę siebie, więcej rozumiem, więcej dostrzegam ludzkich potrzeb, jak i też swoich. Nie widziałem nigdy w sobie problemu. Szukałem go w innych ludziach i sytuacjach, które mnie stresowały, z którymi jak wówczas myślałem, bez alkoholu sobie nie poradzę. Szukałem wytłumaczenia mojego picia alkoholu.

Teraz wszystko wygładzam, staram się, rozmawiam, uzewnętrzniam siebie, nie tłumię w sobie emocji, pomogła terapia. Szanuję moje życie małżeńskie i rodzinne. Rozmawiamy z żoną jak nigdy, myślimy jak nigdy, planujemy tak samo.

Od kilku tygodni jestem uczestnikiem AA, gdyż mam w sobie ogromne postanowienie bycia abstynentem. Ćwiczę, spaceruję, odwiedzam ludzi, nie zaprzątam sobie głowy tym, na co nie mam wpływu. Na co mam wpływ — szybko analizuję i próbuję to rozwiązać. Mam ogromny apetyt na następne dni trzeźwości, bo dziś jest 63.

14.11.2018 r.
Michał P.